Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty

08 marca 2015

Raniąca potęga słów czyli o tym czy jestem leniwa.

   Niedawno na ulicy zobaczyłam matkę, która do swojej kilkuletniej córki mówiła „Jesteś okropna, przez Ciebie zawsze się spóźniam”. Nie mam zielonego pojęcia o co chodziło, ale dziewczynka była słodka, uśmiechnięta i ze wszystkich sił starała się nadążyć swoimi krótkimi nóżkami za matką, która prawie biegła wciąż wydłużając krok. Ten widok przypomniał mi jak silnie działają na nas słowa, jak nieraz miażdżący efekt wywierają w psychice każdego, każdej z nas (a co dopiero dziecka!). Są słowa raniące, gdy wypowiada się je raz i są inne, niby o mniejszym natężeniu negatywnym, ale wypowiadane wielokrotnie przez osobę nam bliską, dotkliwie upośledzają nasze poczucie własnej wartości. 


 
   Jak to wyglądało u Was? Czy rodzice wspierali Was i budowali, czy wręcz przeciwnie? Pytam, bo u mnie było różnie. Jak już Wiecie z postu o śpiącej królewnie, mama nie budowała mnie jako kobiety, ale ciągle wmawiała mi, że mam talent malarski (który ku jej rozpaczy marnuję), że jestem niezwykle zdolna (tylko leniwa!) i HIT! że mam dobre serce i dlatego dobieram sobie… kiepskich znajomych. Czyli były komunikaty pozytywne, było wsparcie, były oczekiwania, które miały (!) pomóc w osiąganiu w życiu więcej. Tak, to wszystko było, ale jednocześnie wciąż słyszałam, że coś marnuję, czegoś nie wykorzystuję, że mam kiepski gust i że jestem leniwa. To ostatnie to było moje przekleństwo. To jest to słowo, to określenie, które mnie tłamsiło. Sprawiało, że nic nie chciałam robić, bo jestem… leniwa. No, w końcu trzeba było zasłużyć na to określenie :P  
  A to „nicnierobienie” przejawiało się jako czytanie ogromnych ilości książek, uczestniczenie w przeróżnych warsztatach, wolontariatach, wyjazdach w góry, na kajaki, na żagle itp. Czyli „naprawdę” leżałam na tapczanie do góry brzuchem i liczyłam plamy na suficie :P 


Leniwe wyszły!!!  ;)

 
   Ale wracając do słów, które są potężną bronią i jeśli celnie je ktoś zada, może zablokować nasz rozwój, nasze życie na wiele lat. Co ta mała dziewczynka dowiadywała się w tym dniu, a może i w każdym innym też? Że JEST OKROPNA i że TO JEJ WINA, ŻE MAMIE COŚ NIE WYCHODZI. A przecież to mama jako dorosła odpowiada za organizację czasu i swojego, i dziecka!
  Zapraszam Cię teraz do zastanowienia się nad tym jakie słowa Ciebie zraniły i zamknęły? Kto je wypowiedział i dlaczego ta opinia była przez Ciebie postrzegana jako ważna? A może jeszcze nie usłyszałeś, że jesteś dobry, piękny, wartościowy, że masz wiele możliwości i od Ciebie tylko zależy co będziesz w życiu robić? Skąd o tym wiem? Bo On jest dobry i dał nam wolną wolę. Bo to On uważa, że jesteśmy piękni i doskonali i … kim my jesteśmy żeby podważać Jego zdanie? ;)
   Jeśli nadal masz wątpliwości, to proponuję pewne ćwiczenie (tylko trzeba je wykonywać codziennie przez 2 minuty, przez około 3 tygodnie): stań przed lustrem, takim dużym, a jeśli nie masz, to przed witryną, szybą albo innym swoim odbiciem i powtarzaj, patrząc sobie prosto w oczy komplementy np.: pięknie wyglądasz, jesteś dobra/y, potrafisz się dobrze umalować, świetna fryzura, doskonale radzisz obie w pracy itd. Co to da? Przede wszystkim rozpocznie proces odczarowania złych słów, ich negatywny wpływ na Ciebie się zmniejszy i zaczniesz dostrzegać swoje nowe(choć istniejące w Tobie od dawna!) zalety i szanse jakie przed Tobą się pojawiają. Śmieszne? Bardzo:) ale działa!




Zatem do dzieła! Dziś dzień kobiet, a może i Twój nowy początek?


03 lutego 2015

Małżeńskie zamyślenie cz.5 Uniesienia słusznego gniewu znad kosmetyczki

   Wczoraj cały dzień zastanawiałam się nad naszym prawem do sprzeciwu wobec czyjegoś obrażającego nas zachowania. Mam na myśli nas jako kobiety. Czy użycie jednego słowa (oczywiście bez wulgaryzmów), które jednoznacznie wyraża pogardę, niesmak i niepohamowaną niechęć do konkretnej osoby, a właściwie do jej zachowania i postawy życiowej jest dozwolone? Czy mamy potulnie zgadzać się na ostrą krytykę i w ramach chrześcijańskiej miłości pozwolić się obrażać? Jak daleko ma sięgać nasza miłość do ludzi? Gdzie zaczyna się nasze prawo jako kobiet do sprzeciwu bez posądzania o odzieranie krzywdziciela z godności? Gdzie jest granica tolerancji i akceptacji?

  Obudziłam się wczoraj rano i pomyślałam, że to będzie dobry dzień, pełen ważnych zadań do wykonania, pełen pozytywnych emocji, zwieńczający pewien etap, podzieliłam się też moimi (niestety negatywnymi) wrażeniami dotyczącymi historii pewnej publicznej osoby i... zostałam obrażona, bo nie mam prawa jako chrześcijanka do niepozytywnych słów na temat kogoś, kogo zachowanie i życiowa postawa mi jako kobiecie uwłacza. To trudne doświadczenie nauczyło mnie jednak, że nadal w naszym społeczeństwie są osoby, które godność i wartość kobiety widzą w kuchni i w (wyłącznie!) potulnym przyjmowaniu ostrych słów krytyki. Tymczasem JA każdą swoja komórką się z tym nie zgadzam, bo jako kobieta domagam się we wszystkim piękna. I chcę o to walczyć, nie mieczem, ale swoja postawą i słowami. To trudne również dlatego, że zawsze staram się dostrzegać we wszystkich ludziach głębszych przyczyn ich zachowania, więc mimo oburzenia jakie dość jasno wyraziłam, poczułam też współczucie (tak, współczucie dla kogoś kto mi uwłaczał!), bo ten ktoś żyje bez prawdziwej miłości i co więcej prawdopodobnie nigdy jej od nikogo nie doświadczył.

   A wracając do potrzeby dostrzegania piękna i dobra, a może do bycia pięknymi i dobrymi? W „Urzekającej” John pisze, że jeśli kobieta jest spokojna i wyciszona to staje się piękna dla mężczyzny, ale też całą sobą mówi że „wszystko będzie dobrze” i ów mężczyzna może spokojnie przy kobiecie wypocząć, aby kolejne bitwy codzienności mógł zwycięsko staczać. Ale kobieta też chce być piękna, chce by do niej powracano, żeby nie można się było doczekać spotkania z nią, chce by jej poświęcać czas i uwagę. Tak, to jedno z najgłębszych naszych pragnień i jeśli potrafimy się na tę prawdę otworzyć i ją przyjąć, to pozwoli nam to dostrzec, że my same nie jesteśmy dziwne w swoich zachowaniach, fochach, ale niejednokrotnie takie zachowanie wynika z niezaspokojenia tych właśnie potrzeb. 




Mój mąż jak rano staje przed lustrem, to dziwi się, ze codziennie jest coraz bardziej piękny i jemu to wystarcza. A ja patrząc w lustro stwierdzam, że makijaż dobrze wykonany, sińce i pryszcze dobrze ukryte, tusz się nie zgrudkował na rzęsach i ...dopiero jak mąż, czy koleżanka zauważą, że dobrze wyglądam, to czuję się piękna. Gorzej jak nikt nie zauważy :P bo my kobiety przeglądamy się w oczach innych i chcemy być piękne dla samych siebie, ale koniecznie ktoś musi to dostrzec. Zadaniem kobiety jest też wnosić to piękno i dobro do świata. Wczoraj padło pytanie o to co mój negatywny komentarz wnosi dobrego? Otóż wnosi moją walkę (na miarę możliwości) o dobro, piękno i godność innych kobiet, o to by zła nie nazywać innym imieniem w ramach tonowania ostrych słów. Dlaczego? Bo to zło nie zniknie jak zamkniemy oczy. Kobieta bowiem jest kusząca, wrażliwa, czuła, ale bywa też zażarta i gwałtowna w walce o swoje przekonania.