Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2015

Małżeńskie zamyślenie cz. 6 W pogoni z winem, paprotką i ciepłymi relacjami z bliskimi.



  Zasiadając do pisania posta zorientowałam się, że poprzedni opublikowany jeszcze przed Wielkim Postem dotyczył eliminowania z naszego życia pewnych zgubnych dla nas nawyków. A przecież z tym właśnie kojarzy się nam post, właśnie z odmawianiem sobie czegoś. A może by tak zrobić inaczej? W końcu z natury jestem przekorna ;) Zaczęło się niewinnie przy kieliszku wina (no dobrze, nie jednym :P) podczas gry planszowej w poprzedni poniedziałek. Kolejny raz uświadomiłam sobie jak ważne są relacje z innymi, jak potrzebny jest kontakt, inne spojrzenie na te same sytuacje. Nie możemy się kisić zamknięci na świat, bo... nie ma czasu. Niby jesteśmy w kontakcie, ale NAPRAWDĘ spotkanie z drugim człowiekiem, to o wiele więcej niż facebookowe pogawędki, sms-y, czy maile na szybko wysyłane wieczorem przed spaniem (bo wcześniej szkoda czasu). Oczywiście nie mówię, tu o sytuacji kiedy mieszkamy kilkaset kilometrów od siebie czy nawet w innym kraju, ale o naszych sąsiadach, albo mieszkańcach tego samego miasta. Tak wiem, jesteśmy zabiegani, ale to nie powód żeby sobie odmawiać zdrowych, naturalnych relacji. Rozmowy, wspólnego śmiania i wspominania. 

Hmm, pierwszym momentem do takiej refleksji było niedawne spotkanie planszowo-winne i powitanie w naszym domu Zuzi – paprotki, na której będę testowała moje hodowlane zdolności. Następnie z okazji Popielca ukazało się kilka ciekawych artykułów dotyczących super pomysłów na umartwianie, na zmianę siebie, swojego życia. Kilka z nich było naprawdę godnych polecenia, bo pokazywały nieszablonowe spojrzenie na okres Wielkiego Postu, jako radosnego umartwienia, a nie ponurego, pobożnego składania „rączek w pączki” i po wyjściu z kościoła obgadywania sąsiadek. Ja postanowiłam przez te sześć tygodni popracować na relacjami, kolejny raz zwrócić się do bliskich i dając siebie cieszyć się ze wspólnych spotkań. 



 

   Po pierwsze znajomi, bliscy przyjaciele, koledzy/koleżanki - spotkanie na kawę z ciachem nie zajmuje wiele czasu, a możemy im ofiarować nasze zabiegane cenne minuty. Czy u was też tak jest, że niektóre spotkania przekładacie od kilku miesięcy z jakże ważnego powodu zbyt wielu zajęć? Niby to nic nowego, ale nasza postawa, my sami jesteśmy inni w momencie zmagania się z jakimś problemem i kiedy już z nim się uporamy. Chcemy też siebie kreować na ludzi sukcesu i dlatego lepiej opowiadać komuś o trudnościach, jak już je pokonamy. A może obdarujmy przyjaciół, otwarciem się i zaufaniem i pokażmy się jeszcze w trakcie takich zmagań. Obdarujmy ich swoją nieidealnością. Nie po to, by problemy same się rozwiązały, ale by nasze spojrzenie i emocje nie były już takie ułożone. Otwartość rodzi otwartość, a trwanie przy przyjaciołach gdy pokonują oni przeszkody, scala relację i przenosi ją na wyższy poziom.

   Po drugie rodzina, czy ta, z której wychodzę, czy ta do której weszłam. Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą... i jak wyniosą ich drzwiami, to oknem nie wejdą z powrotem! To co możemy dla nich zrobić, to być, słuchać, potrzymać za rękę, wypić wspólnie kawę i ...BYĆ. Już pisałam o tym, że koniecznie muszę notować, to co moja teściowa opowiada, żeby to nie zniknęło. Można wrócić to tego tu. Ale teraz więcej czasu i uwagi muszę też poświęcić mojej cioci, siostrze mamy, która jest dla mnie ogromnym wsparciem i wiele umiejętności i dobrych skłonności jej zawdzięczam. To ona w dużej mierze kształtowała we mnie kobietę ;) teraz pora na odwdzięczenie się i tak naprawdę, to ciesze się, że w ogóle mam taką możliwość! Skąd wzięło się powiedzenie, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach? Może właśnie stąd, że nie dbamy o te relacje, bo wydaje nam się, że samo się zrobi, skoro już ta więź istnieje? A przecież ją też należy pielęgnować, jak wszystkie pozostałe. Tak więc, nie myślę co zyskam, ale skupiam się na tym co mogę rodzinie dać.

  Trzecia, chyba najważniejsza dla mnie obecnie sprawa, to relacja z mężem. Mąż to rodzina? Tak, ale jest znacznie ważniejszy więc oddzielny akapit tylko o Nim ;) Niby jesteśmy razem, niby rozmawiamy, ale jednak potrzeba ciągłego powrotu do siebie, do skupienia się na sobie nawzajem. Koniecznie trzeba znaleźć czas na zostawienie problemów i trudności w przedpokoju i byciu razem. Wtedy codzienna czułość, ciepłe spojrzenia i drobne gesty dobroci nabierają większej mocy. Miłość wtedy potrafi budować i góry przenosić. Wystarczy tylko pozwolić jej się poprowadzić, pozwolić jej mówić i tworzyć siebie na nowo. Zarówno nas jako My, jak również nas jako oddzielne osoby. Wiecie? Z jednej strony o tym doskonale oboje wiemy, ale jednocześnie, każdy taki "powrót do podstaw" na nowo nas oświeca, jak bardzo to jest ważne.
Paprotka Zuzia i anioł Lucek ;)



A Ty jakie masz postanowienia? Czy myślałaś/eś już nad tym? Nie trzeba zaczynać w sam Popielec, ale naprawdę warto wyruszyć w drogę przemiany siebie, może to czas dla Ciebie na rozpoczęcie wytyczania celów? I co ważniejsze realizowania ich?



13 lutego 2015

Złodziej pospolity i złodziej tajniak

  W moim życiu bardzo wiele się teraz dzieje. Z jednej strony szukam pracy i to nie jakiejkolwiek, ale mam konkretny typ, jasno określony. A z drugiej strony, życie prywatne, rodzinne i nieco w nim komplikacji. Pojawiła się też myśl stworzenia i zrealizowania pewnego projektu, o którym pewnie jeszcze opowiem ;) Jednak tematem dzisiejszego postu będą wymówki jakie znajdujemy sami dla siebie, podczas realizacji założonych celów. Mam nadzieję, że wykonaliście swoje koło życia i odpowiedzieliście na pytania. Dlaczego mam nadzieję? Bo od samego czytania postów Wasze życie się nie zmieni. Od patrzenia na monitor komputera, tabletu, komórki nie będziecie bliżsi spełnienia swoich marzeń czy planów. Dlatego jeśli jeszcze z jakiegoś powodu nie wykonaliście podziału swojego życia na sfery, zapraszam Tutaj. Jeśli natomiast już takie koło życia macie sporządzone i odpowiedzi na pytania zapisane, to zajmiemy się tym wszystkim, co nam przeszkadza w realizacji naszych celów.

 



   Znasz to poczucie, że niby wszystko ok, ale niepotrzebnie oglądasz kolejne sezony ulubionego serialu nic w tym czasie nie robiąc? Zakupy w kolejnym centrum handlowym też nie były takie konieczne, zwłaszcza jak zmarnowało się tam kilka godzin, prawda? Proszę, abyś teraz wzięła/wziął czystą kartkę i w 5 punktach zapisał/a swoje „przeszkadzacze” takie zielone stworki-potworki, zmory codzienności, które odbierają Ci poczucie pełnej radości z dobrze wykorzystanego dnia. Poniżej zamieszczę przykłady złodziei czasu, pewnie macie też kilka innych swoich, bo każdy z nas jest inny i dla każdego marnowanie czasu jest czymś innym. Ważne jest, aby obok zapisanych przeszkadzaczy zapisać ile czasu w ciągu dnia na to poświęcacie, a następnie ile to czasu w ciągu tygodnia. ZAPISZ koniecznie te cyfry, niechaj to wreszcie do nas dotrze.



Złodziej pospolity – to oczywiste pożeracze czasu, nie trzeba nikomu tłumaczyć

  1. Telewizja
  2. Portale społecznościowe
  3. Leniuchowanie, obijanie się w domu
  4. Plotkowanie (czy to przez internet, telefon czy osobiście przy kawusi)
  5. Brak organizacji przewidzianych zadań do wykonania.

Złodziej – tajniak – to takie pochłaniacze czasu, które uważamy za wręcz potrzebne, konieczne, zdrowe itp.

  1. Dojazdy – tak, jeśli dojazd do pracy, na dodatkowe zajęcia zajmuje więcej niż 30 min w jedną stronę to może warto przemyśleć zmianę (pracy lub miejsca zamieszkania) albo inną konfigurację, np. takie ułożenie kolejności zadań, aby dojazd zajmował mniej czasu.
  2. Oszczędzanie – kupujesz kilka produktów, bo taniej? A po co Ci 5 jogurtów, 6 serków, 3 kg cytryn, itp.? Przecież to się zepsuje i będziesz musiała/musiał jechać po kolejne super okazje i postać w ogonku. Albo sprzedaż przez internet używanych przedmiotów. Zarobisz 5-10 zła ile czasu zajmie dopracowanie oferty, zrobienie i wrzucenie zdjęć? Nie mów tylko, że 15 min...
  3. Przemęczenie – tak, jak jesteś zmęczony/a, to masz mniej energii, na codzienne sprawy, a przez to zajmują Ci one więcej czasu. A poza tym jak nie dośpisz i nie dojesz, to wcale nie będziesz lepszym pracownikiem, żoną/mężem, matką/ojcem itd.
   To kilka przykładowych złodziei, co Ty jeszcze dopisałbyś/dopisałabyś do nich?
  



Ja wprawdzie nie mam telewizora i bardzo mi z tym dobrze ;) ale znalazłam sobie inny pożeracz czasu, a mianowicie filmy i seriale w internecie. Jeśli w ciągu dnia oglądam 3-5 odcinków i przy tym sprzątam, gotuję, piszę, czytam, piorę, i robię kilka innych rzeczy, to ok, ale jeśli się złapię, na tym, że zamiast robić coś produktywnego zaparzam kolejny kubek kawy (no jakże przy tym kuszącej aromatem i smakiem), rozsiadam się na łóżku i 2 godzinę robię jedno wielkie.. NIC, to w pewnym momencie zaczynam czuć, że coś jest nie tak. W końcu wcale nie byłam zmęczona i nie potrzebowałam chwili wytchnienia, to po prostu leniuchowanie. A tyle miałam zaplanowane na ten czas :P Na całe szczęście takie chwile słabości nie zdarzają mi się często, za to motywują do pracy nad sobą!


A jak to u Ciebie wygląda? Idealnie wykorzystujesz czas i nie pochłaniają Cię podstępni złodziej? Czy też czasami się im poddajesz i potem czujesz małego kaca czaso-moralengo?

Jeśli już macie zapisane to w punktach wraz z określeniem czasu, podsumujcie to i zastanówcie się co w ciągu tego czasu można zrobić, co pomogłoby Wam w realizacji marzeń, planów. To niesamowite ile godzin tygodniowo marnujemy, minuty przeciekają przez palce i kumulują się w...czas, który teraz możemy sobie jakoś zaplanować ;)





W kolejnych postach przyjrzymy się kolejny raz naszym celom i tym czym już teraz dysponujemy. Teraz Wam życzę powodzenia w coraz efektywniejszym zarządzaniu czasem, weekend to dobra okazja do przemyśleń i zaplanowania zmian, czego i sobie życzę ;)